na imię mam
blog o piciu kawy, pielęgnowaniu cynizmu i paranojach o czwartej nad ranem.
Kategorie: Wszystkie | paranoje o czwartej nad ranem | picie kawy | pielęgnowanie cynizmu
RSS
wtorek, 22 czerwca 2010
najgorsze

how about stopping eating when i'm filled up?

-najgorsze są zapachy. - powiedziałam do mojej przyjaciółki z lat dzieciństwa.

-nie, najgorsze są piosenki, o wszystkim ci przypominają. - odpowiedziała.

how about that ever elusive kudo?

miałam dwanaście czy trzynaście lat i byłam po raz pierwszy nieszczęśliwie, tragicznie zakochana. był grudzień, tuż przed bożym narodzeniem. wchodziłam do empiku na nowym świecie, tym drugim wejściem, od strony, obecnie, mommo pizza. w niekończącym się pochodzie bożonarodzeniowych ludzi. poczułam zapach, znajomy, strasznie prymitywnie erotyczny i intymny. jego zapach. minął mnie ramię w ramię, w pochodzie ludzi opuszcających empik. nie zauważył mnie. miałam dwanaście czy trzynaście lat. byłam po raz pierwszy nieszczęśliwie, tragicznie zakochana. jeszcze parę razy mi się to w życiu zdażyło. ale nie za wiele razy.

how about how good it feels to finally forgive you?

wtedy najważniejszy był zapach. teraz najważniejsze są chyba jednak piosenki. wracam do nich z premedytacją.

how about remembering your divinity?

moja prowincjonalna ulica. czwarta nad ranem. chłopak zsiada z roweru. pewnym krokiem wchodzi na zamkniętą imprezę w pubie na przeciwko. mnie też by pewnie wpuścili, jak zawsze mnie wpuszczają gdy chcę piwo na wynos albo kruszony lód do caipi, bo u nas się akurat skończył. rzucam papierosa na chodnik, patrzę jak sie dopala.

thank you disillusionment.

gdyby Maniakalny zapytał mnie kiedyś która piosenka jest dla mnie piosenką o nas, to odpowiedziałabym, że thank you alanis. że kiedyś dawała mi nadzieję na wyzwolenie, dystans do tego, co się stało. że dawała mi pozwolenie na mój gniew. teraz daje mi flash, że to wszystko jednak było prawdą, że mi się przydarzyło.

thank you fraility.

Maniakalny nigdy nie zada mi tego pytania. nigdy nie robił tych różnych głupich rzeczy, które chciałam, żeby robił. teraz robi te mądre. mówi, że lubi siedzieć w domu. widuje jedną panią, króra słucha o jego lękach. niestety, za pieniądze. już nie woła mnie w nocy.

thank you consequence.

nie ma już tego bloga, bo to był blog o Maniakalnym, o tym jak musiałam sobie z nim poradzić. gdy skończę tą notkę, to pójdę umyć zęby i położę się do łóżka. niedługo wróci Marley. wdrapie się do mnie, pocałuje w policzek, wsunie ramię pod moją głowę, a ja będę mruczała przez sen w ramach protestu zaburzania mojego ciepłego wszechświata.

thank you, thank you silence.

04:02, na_imie_mam , paranoje o czwartej nad ranem
Link Komentarze (4) »
piątek, 11 grudnia 2009
myślę o śmierci zanim zasnę

- brzuszek boli i taki duży jest - miauczę w łóżku po nażarciu się czipsami, których nie wolno mi jeść

- no to chodź tu do mnie, odwróć się do mnie - mruczy Marley

moszczę się wygodnie, układam w miękkim zagłębieniu między szyją, a obojczykiem. głowa faluje mi unoszona marleyowym oddechem, w lewym uchu dudnią uderzenia serca. spod kołdry opartej na moim ramieniu dobywa się kwaskowo słodkawy zapach ciała. nie lubię zapachów innych ludzi, dopóki nie staną się bliskie, oswojone.

a co będzie jeśli Marleya nie będzie? jak wyjdzie do pracy i już nigdy nie wróci? jak coś mi go zabierze i znów będę musiała usypiać sama z tą kurewską duszącą pustką.

zaczynam bać się śmierci.

14:26, na_imie_mam , paranoje o czwartej nad ranem
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 października 2009
powiedz mi, że się boisz

byłam dziś przez kilka godzin zagubionym wędrowcem warszawy. zmieniałam autobusy i tramwaje odliczając ich przyjazdy wypalonymi papierosami. zmarzłam. wszystko po to, by o ustalonej godzinie być w ustalonym miejscu, zobaczyć, że czeka. i odejść. wygrałam. zwycięzca bierze wszystko. ni chuja satysfakcji.

boże, jak ja chciałam biec z powrotem.

 

musisz się zawsze róży bać, która ustami
jest rany, co się wewnątrz ciebie wciąż rozkrwawia

bo, choć szukam, językiem cię nie umiem, naga:
powiedz mi, że się boisz, uwierzę, że jesteś.

że jesteś w sobie, ciału swojemu przytomna
- ciało jest okiennicą, skąd wiatr płochym gestem

bezwiednej dłoni wypchnąć może szybę krwi
- już w sąsiednim powiecie opadnie zamiecią

ognia, co noworodkom wypala oczy,
a oślepłe z rozpaczy matki wyłysieją.

więc powiedz, żebym chociaż włosami usłyszał.
niech chociaż skóra prędkim szeptem dreszczu powie

wargom, czy jeszcze mieszkasz w tej grząskiej osobie;
nim jeszcze nie przeciekłem przez nią całkiem, powiedz.

01:35, na_imie_mam , paranoje o czwartej nad ranem
Link Komentarze (1) »
czwartek, 03 września 2009
nie lubię świata bez Marleya

anna karenina jest powieścią klamrową. otwiera się i zamyka scenami na dworcu. w młodości odkrywałam literaturę w sposób chaotyczny, więc na ten fakt zwróciła mi uwage dopiero nieznośna lekkość bytu (a może najpierw przeczytałam kunderę, a dopiero potem tołstoja? nie pamiętam). moje życie to też klamry, tylko że otwiera i zamyka się lotniskami. i to na dodatek cyklicznie. dziś był odcinek smutny - Marley odleciał.

banalne zdanie "nie lubię mojego życia bez ciebie" nabrało sensu dopiero wieczorem. przypomniałam sobie, że mam też zimne oczy i niemiły drwiący śmiech. a potem do playlisty zaplątała się dido. i zadziwiająco mocno przypomniałam sobie jak mocno mozna być nieszczęśliwym. jak oddychanie boli, jedzenie rośnie w ustach aż do odruchu wymiotnego. każdy dźwięk telefonu to flesz przez czasoprzestrzeń. jak noc nigdy się nie zaczyna i nie kończy.

to już nie jest o mnie, to nie moja bajka. ja żyję obleśnie otulona szczęściem i kiczem, nawet jeśli nic już nie jest tak proste jak rok temu. dziś jest o innej dziewczynce, wcale nie małej. nie znam jej, ale widzę jej dłonie jak próbuje zagarnąć do siebie jakiekolwiek resztki niej samej, które pozostały po tej nieskończonej dwuosobowej tragedi. sorry, jednoosobowej. wiesz, ja też tam byłam, widziałam to, wiesz, nic się nie stało, świat się nie skończył od jednego więcej maniakalnego morderstwa.

dido.

00:50, na_imie_mam , paranoje o czwartej nad ranem
Link Komentarze (3) »
niedziela, 02 sierpnia 2009
zatwardzenie mariano

na rosnącej fali zbliżających się ślubów, w które pakują się moi znajomi powstał przede mną nowy problem. problem wieczorów panieńskich.

Piękna Helena z mieszaniną zawstydzenia i podekscytowania prezentuje mi filmik z udziałem striptizera, którego zamówiła dla swojej przyjaciółki. striptizer zowie się mariano i na danym filmiku pręży się przed rozchichotanym, skąpo ubranym blond dziewczęciem, kręcąc nagim tyłkiem i przysłaniając swą męskość jedynie kawałkiem szmatki. w tle słychać ekstatyczne piski koleżanek blond panienki. mariano płynnymi ruchami omiata dziewczynę i podstawia jej pod nos wysolariowany naoliwiony tors. przymyka oczy w czymś, co ma zostać uznane za ekstazę i napina mięśnie pośladków. filmik nie wywołuje we mnie krztyny podniecenia. wyobrażam sobie jak mariano rozwiesza pranie. mariano ma też babcię. babci trzeba iść na targ po kurę na rosół. od chłopa, bo babcia nie jada chemicznie przetworzonych kerfurowych produktów kuropodobnych (btw, czytałam, że naukowcy wynaleźli gatunek kury, który lubi siedzieć przez całe życie ściśnięty z dziesięcioma innymi kurami w maleńkiej klateczce. rispekt, w znaczny sposób zmniejsza to moje poczucie winy.). mariano miewa też zatwardzenia i je wtedy dużo suszonych śliwek.

dziewczyna, z którą ja organizuję najbliższy wieczór panieński oznajmia mi, że muszę upiec duży czekoladowy tort, który ozdobimy zamówionym przez nią ogromnym, piętnastocentymetrowym (dałam spokój, nie oponowałam już przed nazywaniem piętnastu centymetrów "ogromem") czekoladowym penisem. przed oczyma duszy mojej ujrzałam siebie i Marleya wtykających przypominającą kupę, brązową pałę w środek dopiero co stworzonego przez nas czekoladowego dzieła i mojego własnego i prywatnego chłopaka, rozbawionego i lekko zażenowanego, próbującego porównać zawartość swoich spodni z czekoladową imitacją.

no nie wiem, może ze mną coś nie tak, ale rubaszna seksualność nie pociąga mnie w najmniejszym stopniu. nie potrafię podniecić się facetem, któremu płacę za to, by mnie podniecił. czekoladowa pała nie jest dla mnie śmieszna, ale żałosna, tak jakby próbować oswoić coś strasznego i nieznanego prezentując to w nieco zabawnej i słodkiej (dosłownie) formie. małe słomeczki z peniskiem ("jakież to zabawne! no włóż do buzi! no włóż!") nie wydają mi się urocze, ale żenujące. ostatnia oficjalna noc w stanie panieńskim zdominowana jest przez męski narząd seksualny, tak jakby był on esencją nadchodzącego małżeństwa. centrum wszechświata, ktore wywoływać ma podniecenie, respekt i pożądanie. sorry, not my kind.

niestety nie mam pomysłu na motyw przewodni mojego wieczoru panieńskiego, chyba że zrobię sobie koszulkę ze zdjęciem penisa Marleya i podpisem "the one and only". ale mam jeszcze kilka lat. jak na razie musze przetrwać nadchodzącą burzę różu i żałosnych sybstytutów miłości francuskiej.

23:26, na_imie_mam , pielęgnowanie cynizmu
Link Komentarze (2) »
sobota, 01 sierpnia 2009
wycisz

siedzę na słońcu z drugą kawą i dzisiejszym numerem WO. dzwoni telefon. spoglądam na numer. wciąż nie znany, bo nie chciało mi się go wpisać do książki kontaktów. aaa, to ta laska. powinnam się z nią skontaktować, ale zanim miałam to zrobić powinnam była zadzwonić do dwóch innych lasek. to było w środę. naciskam "wycisz" i wracam do lektury. chociaż od kilku godzin powinnam ślęczeć nad moim laptopem i książkami, a jednak tego nie robię. mimo, że na każde zaproszenie, by iść do migotliwego miasta odpowiadam "nie mogę, piszę."

rzuciłam wszystkie prace, bo nie mogłam się zmusić do działania i niefrasobliwie zawalałam termin za terminem. z pewną perwersją odpowiadam na pytania "co dalej?". słowami "nie wiem, nie wysyłam cv od trzech miesięcy." cóż za offowa postawa. jak na razie mam pieniądzę, więc na chuj mię to?

możliwe, iż choruję na bardzo ostatnio modną chorobę zwaną "prokrastynacją". możliwe, że zdecydowałam się na nią chorować, bo jest taka modna. odsuwam od siebie absolutnie wszystko, co sprawia, że czasem podstawowym zadaniem na dziś jest zmycie naczyń. jeszcze niewykonane. możliwe, że to dlatego, że gdybym się za siebie wzięła (co w żadnym wypadku nie jest trudne, jest wręcz na wyciągnięcie ręki) i zrobiła wszystko, co jest do zrobienia, to naprawdę nie wiem "co dalej".

15:39, na_imie_mam , picie kawy
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 czerwca 2009
exclusiv

prawą ręką klikam w myszkę, lewą leniwie i nieuważnie przerzucam kartki majowego exclusiva. zdjęcia z wystawy "ślady kochania". seksu, który nie wynika z miłości, ale na ciele objawia się jako miłość. ooo. odrywam rękę od myszki, oglądam szczegółowo. na trzeciej stronie podgardle i szyja mężczyzny, całe w malinkach i siniakach. patrzę. czy to Maniakalny? czy to możliwe, że to Maniakalny? nie da się rozpoznać, nie widać żadnych cech szczegółowych, pewnie mi się tylko tak wydaje. patrzę jeszcze chwilę. przewijam stronę.

czasem to nie był seks. to były bitwy. moje bitwy z trzydzieści kilo cięższym facetem. sińce i rany na całym ciele. następnego dnia nie mogłam chodzić. nie mogłam siedzieć. i chciałam jeszcze.

ciekawe czy to się kiedyś skończy. mimo, iż spałam z nim ostatni raz rok temu. mimo, że jest Marley. mimo, że jestem zakochana. mimo, że nie chcę. czy to się kiedyś skończy.

16:58, na_imie_mam , paranoje o czwartej nad ranem
Link Komentarze (2) »
i just don't know what to do with myself

ni cholery nie mam pomysłu co mam ze sobą zrobić. znaczy tak ogólnie, nie jakoś szczegółowo. w zakres zainteresowań wchodzi zarówno obcięcie włosów, emigracja, powrót do nałogu czytania książek jak i zjedzenie obiadu o 11.40. na obiad sa naleśniki. meksykańskie. czy coś. cierpię ostatnio na chroniczny brak czasu, co przekłada się na chroniczną agresję. największą radochę sprawia mi darcie mordy. na kogokolwiek. a że nie mam podwładnych, to pada na szeroko rozumianych krewnych i znajomych królika. i do tego jestem wypalona. nawet ciekawej notki na blogu napisać nie umiem, tylko jakieś smętne miałkania. bełt.

idę zajarać. jaranie to zawsze coś...

11:57, na_imie_mam , picie kawy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 maja 2009
co mnie tu trzyma poza grawitacją

z niezobowiązującej rozmowy z Marleyem, ktora miała na celu zaplanowanie naszego życia na najbliższe dwa miesiące wyszła nam dziwna dyskusja. dyskusja koncentrująca się na pytaniu co mnie tutaj właściwie trzyma? no dobra, no niby praca, ale z trzech posiadanych jedną już rzuciłam, drugą zamierzam rzucić w przyszłym tygodniu, a trzecią mogę wykonywać z każdego miejsca na świecie, bo projekt jest mocno ogólnoeurpoejski. mieszkanie? no cholera, cały czas nie ma. studia? magisterkę pisze się w trzy tygodnie, tylko trzeba ją napisać. nic mnie tu nie trzyma. mogę za kilka tygodni zwinąć się z całym majdanem i znowu uciekać przez europejskie lotniska. marley powiedział, że jak wytrzymamy ze sobą na czternastu metrach, to już nic w życiu nie będzie nam straszne.

mam pewne doświadczenie w pakowaniu życia w jedną walizkę.

20:00, na_imie_mam , picie kawy
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 maja 2009
sezon na spie*dalaj

mam generalnego życiowego agresora ostatnio. na wszystko reaguję serdecznym i polskim mentalnym spie*dalaj. dzwoni komórka (a już nawet bez wględu na godzinę, a co mię tam czy to 7.20 czy 1.48, i tak, qrva, zazwyczaj nie śpię), to moją pierwszą reakcją jest wydarcie na nią mordy: "spie*dalaj!". wczoraj dzwoniła eM jak się tak wydarłam i generalnie bardzo się ucieszyłam, bo z nią tydzień nie gadałam, ale morda być musiała. alericznie reaguję na moje poranne maile (no od tej północy do dziewiątej jak się dowlokę do pracy, jebaniutkich, z dziesięć musi przyjść, co ci ludzie robią po nocy?), czaty na gmailach i inne bajery powyłączałam, na serwisy społecznościowe wchodzę tylko zawodowo, a gg nawet nie odpalam. na smsy tez nie odpisuje i strasznie mnie wkurza ich dźwięk. może zmienie komórkę, to mi się poprawi? telefon generalnie odbieram. po tym jak już wydrę na niego mordę. "spie*dalaj".

aspołeczna się zrobiłam, mało socjana i wylienowana, bloga pisać przestałam. zawsze wiedziałam, że życie singla jest dużo lepsze, niż w związku.

00:11, na_imie_mam , pielęgnowanie cynizmu
Link Komentarze (5) »
niedziela, 19 kwietnia 2009
a jednak mnie to rusza.

so many wasted years, a jednak mnie to rusza. znów będzie o Maniakalnym.

fakty są takie. jestem zakochana w Marleyu. i do tego jestem z nim szczęśliwa w sposób wyciszony, spokojny i normalny. kiedy dwa tygodnie temu Manikalny nie wiadomo skąd pojawił się w tym samym czasie na tej samej szerokości geograficznej, co ja i wypił ze mną browar, sztuk dwie, oraz dość nerwowo wyjarał pół paczki szlugów, nie zrobiło to na mnie takiego wrażenia, o jakie bym się podejrzewała. nie robią też na mnie takiego wrażenia jego komentarze, zaczepki i czaty, które ze mną rozpoczyna. nie wzrusza mnie, że odpisuje na moje wiadomości natychmiast, podczas, gdy ja każę mu czekać na odpowiedź po kilka godzin. tu się ogarnęłam. ale przeczytałam wiadomosć od innej dziewczyny "zauroczyłam się tobą, pewnie nie ja pierwsza i nie ostatnia". ruszyło mnie. wygięcie kręgosłupa w tył i myśl o wtłoczeniu w płuca mentolowego dymu. negacja. ja poszłam dalej, ty nie idź, proszę.

trochę nie wierzę, że to się kiedyś skończy.

20:59, na_imie_mam , paranoje o czwartej nad ranem
Link Komentarze (2) »
wtorek, 14 kwietnia 2009
nieważność

siedzimy z Piękną Heleną i pijemy browar. przy stoliku obok siedzi człowiek o dziwnie znajomej twarzy. "to x. pracuje w y i często pokazuje się w medium z" - szepczę konspiracyjnie do Helenki. po pół godzinie koleś zwija się do domu, ale najpierw podchodzi. "hej, ty jesteś ...?" "tak, a Ty jesteś x?" "prawie dobrze, jestem a.". pogadaliśmy chwilę.

"a, a... kim do jasnej cholery jest a?" deliberuję do kompletnie niezainteresowanej tematem Heleny. i nagle mi świta... jakas impreza służbowa, drinki, gadki, śmery bajery. przypominam sobie moje zainteresowanie człowiekim, przeszukałam grono, goldenlajna, doszukałam się gdzie mieszka, że prawdopodobnie ma dziewczynę. miałam nadzieję na kolejnej imprezie służbowej, wypatrywałam go, myślałam o nim nawet sporo. i nagle zniknął, rozpłynął się. nie pamiętam nawet imienia, mylę z inną twarzą, nie kojarzę zupełnie. kawałek mojego życiowego zaangażowania myślowego rozpłynął się obnażając tak zupełną nieważność...

23:15, na_imie_mam , picie kawy
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 marca 2009
blog stracił rację bytu

jestem z Marleyem ponad trzy miesiące. znalazłam pracę, a nawet dwie. Maniakalny w zasadzie przestał mnie nękać, choć ten to akurat zawsze wróci, mieszkanie pojawi się wkrótce. Helena jest wciąż chwiejnie szczęśliwa z Parysem. Jot wyjątkowo jak na swój idealizm trzepie korpo kasę. Rycerz na Waranie ogarnął się tak jak nie był chyba ogarnięty od przedszkola. Poetka żyje trochę na emocjonalnej pustyni, ale bez dramatów. Ogarnięta z ADHD uczy się żyć sama i idzie jej na pewno lepiej niż mnie te kilka lat temu. Książę chwilowo został moim szefem w (trzeciej) pracy i dzwoni do mnie z przesłodkimi wołaniami o pomoc (jestem w lądku! zrób!). Lost Boy jest pierwszy raz w życiu szczęśliwie zakochany. tylko Tańczącej nie ma.

posypie się. pojebie. na pewno. w lewej dłoni mam kieliszek z czerwonym winem, w prawej papierosa. jestem szczęśliwa.

22:25, na_imie_mam , picie kawy
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 09 marca 2009
bądźcie pozdrowieni cierpiący w poniedziałkowe poranki

nie mam pracy, pieniędzy, mieszkania ani okresu.

mam za to opryszczkę.

13:24, na_imie_mam , pielęgnowanie cynizmu
Link Komentarze (2) »
środa, 04 marca 2009
nie lubię jej.

- nie lubię jej. - oznajmiłam kilka tygodni temu Need For Speed. - dobrze, że się z nią rozstałeś. nigdy do siebie nie pasowaliście. ona cię tylko dominowała. wiem, że ci ciężko.

nie ma to jak dobre mocno sztampowe słowo od przyjaciela, szczególnie po kolejnej awanturze, trzaśnięciu drzwiami i hucznym rozstaniu. no ale ja jej, cholera, naprawdę nie lubię. pretensjonalna jest i jak na osobę ze swoim wykształceniem nosi za wysokie szpilki i za duże dekolty. i z zaangażowaniem godnym lepszej sprawy przy każdym spotkaniu chciała dogłębnie analizować moje związki. więc po cichu ucieszyłam się, że odzyskuję mojego Needa i nie będę już musiała znosić obecności jego, obecnie, byłej.

wkrótce potem nieco zbyt górnolotnie Need oznajmił: "my już chyba pogodziliśmy się z tym, że jesteśmy parą, która musi rozstawać się z hukiem i nie może przeżyć bez siebie tygodnia." "dupa" - pomyślałam jak na creme de la creme (czy jakoś tak) narodu przystało i zgrabnie próbowałam Needowi wyłuszczyć, że tak się, panie kochany, żyć nie da. zostałam zbita zabójczym argumentem, ze jednak się da, bo oni tak żyją. ot.

i oto postawiłam się w niezwykle interesującej sytuacji ze znakiem zapytania. czy Need w związkowej szczebiotliwej szczerości (którą sama namiętnie uprawiam) przekabluje swej odzyskanej partnerce wszystkie moje prawdy objawione, którymi się z nim podzieliłam czy może oszczędzi mój (wątpliwy) honor, a jej sympatię (niestety niewątpliwą) do mojej osoby i powstrzyma swój język? nie żeby mi to sen z oczu spędzało, ogólnie trochę mam w dupie co dalsi znajomi o mnie myślą, ale zastanawiam się jak daleko posunięta jest nasza związkowa szczerość i jak bardzo jej tak naprawdę potrzebujemy? czy dziewczyna Needa potrzebuje wiedzieć, że jej nie lubię? dlaczego nie powiedziałam Marleyowi, że Maniakalny chciał się ze mną przespać, a jedyni gładko wspomniałam, że jest zawiedziony, iż jestem w związku? czy naprawdę obchodzi mnie, co powiedziała była Marleya, gdy ten jej o mnie opowiadał? na ile masochizm, na ile wygoda?

23:24, na_imie_mam , picie kawy
Link Komentarze (1) »
niedziela, 01 marca 2009
wiosna w warszawie

odkąd wylądowałam na ziemi ojczystej jestem w permanentnym marazmie, z którego co rano obiecuję sobie, że się wygmeram i codziennie zasypiam z poczuciem kompletnej klęski i szczerą wiarą, że "jutro". nawet bloga mi się pisać nie chce, co sprawia, że mentalnie umykają mi różne smakowitości takie jak złożona przez Maniakalnego Mordercę na gadu propozycja wznowienia naszego dość dawno już zarzuconego pożycia intymnego. no jakoś tak nie złapałam w biegu torebki i paczki prezerwatyw i nie zjawiłam się u niego zdyszana. jest zawiedziony. dalsze objawy marazmu są znane, czyli długo śpię, nie chodzę do pracy i nie gotuję. i przeżywam renesans fascynacji polskim chlebem. mogłabym go wpieprzać na okrągło. poza tym koncentruję się głównie na mojej fascynacji Marleyem, co sprawia, że powoli robię się nieznośna dla znajomych.

a moi znajomi? znakomicie. fragment maila, którego dostałam dziś od kolegi: "(...) Po parszywym doswiadczeniu z ... (moim ex -ruchaczem, tak w ramach przypomnienia) doszedlem do wniosku, ze nie bede sie wiecej zadawal z mezczyznami... wiem, wiem pewnie sie zastanawiasz jak poradze sobie z problemem swedzacej dziury ale jak pamietasz, kupilem sobie czarodziejskie dildo... w prawdzie nie poskromilem go jeszcze ale nadal ponawiam proby! :D (...)"

czasem jak tak na siebie popatrzę z boku, to się zastanawiam czy to się wszystko dzieje naprawdę i czy aby na pewno mnie...

16:42, na_imie_mam , picie kawy
Link Komentarze (3) »
środa, 18 lutego 2009
przedawnienie

wstałam rano z łóżka, zrobiłam kawę i stwierdziłam, że najwyższy czas na ogarnięcie się nadszedł. napierdalam maile jak wsciekła i nie odrywam lewej dłoni od telefonu. zrobiłam też pełny makijaż w ramach protestu dla tej dziwnej istoty, która towarzyszyła mi w lustrze przez kilka ostatnich dni, a z pewnością nie była mną. zmartwychwstaję, powracam do żywych, jak dobrze pójdzie, to jutro nawet nogi ogolę.

Marley wstał z łóżka, wylał moją kawę mordując przy okazji wszystkie organizmy żywe, które zdążyły znaleźć w niej swój dom i stwierdził, że pierdoli. pierdoli języki i kilometry. pierdoli wszystko, poza mną. przylatuje.

status "single" mi się przedawnił.

15:48, na_imie_mam , picie kawy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 lutego 2009
zapleśniała kawa z zeszłej soboty.

nie wiem co napisać. nie mam sobie nic do napisania.

Piękna Helena lśni. Need For Speed znów się zgubił w swoich związkach. Jot pracuje i ogólnie gówno ją to wszystko obchodzi. Książę nie myśli o przyszłości i zbywa moje pytania o nią. Ogarnięta z ADHD pije na umór, na zabój. Rycerz na Waranie jest zakochany. eM zamknęła oczy i udaje, że wszystko jest ok. Maniakalny Morderca pisze. pada mokry śnieg. mała dziewczynka w czarnym płaszczyku z mentolowym slimem przylepionym do dolnej wary bezcelowo przemierza ulice warszawy miotając się od spotkania do spotkania.

Marley leży na łóżku. na nocnym stoliku stoi resztka mojej kawy, której nie dokończyłam w zeszłą sobotę. spieszyłam się. Marley od tygodnia leży na łóżku obok tej mojej kawy. boi się. najbardziej to się boi. boi się bardziej, niż cokolwiek innego.

- hi, i'm ..., i'm single. - hi ...

22:25, na_imie_mam , picie kawy
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 lutego 2009
gdzieś.

piję rumianek. wyglądam za okno, park, drzewa, ciemno. słucham hukającej sowy. zastanawiam się czy lisy znów dziś przyjdą wyżerać resztki ze śmieci. to przecież nie moja bajka. gdy spojrzę daleko w lewą stronę widzę światła miasta rozciągające się na zboczu wzgórza.

w mojej młodości chmurnej i durnej zaczytywałam się w księdze dżungli. nie tej badziewnej, disneyowskiej, ale w prawdziwej. mowgli słyszał wycie wilków, które go wołały, dżungla go wołała.

warszawa mnie woła. słyszę ją. koniec krainy nigdzie, słodkiego idaho, uciekania przed rzeczywistością, pora wracać do mojej dżungli, do życia naprawdę. tylko, że życie jest gdzie indziej.

00:08, na_imie_mam , paranoje o czwartej nad ranem
Link Komentarze (2) »
środa, 28 stycznia 2009
seks w mniejszym mieście

- Helenka, słuchaj Ty mnie uważnie teraz. ile osób można poznać w mieście, które ma dwieście tysięcy mieszkańców?

- k****

- patrz. biorąc pod uwagę, że jako mężczyzna, powiedzmy możesz zaakceptować kobiety, powiedzmy do pięciu lat młodsze, to biorąc pod uwagę, że ludzie żyją średnio przyjmijmy 65 lat, to daje 3076,9 osób w Twoim roczniku, czyli do pięciu lat mniej to jest 18461,5, z czego połowa to mężczyźni, czyli zostaje 9230,8.

- używasz do tego kalkulatora?

- tak. z czego załóżmy spotkałaś, łeś, sorry, 300 i było to "nieeee" z jakichś generalnych powodów, co daje 8930,8, z czego załóżmy, że ile jest w związku?

- 50%.

- 60%, je**** ludzkość. dobra, 60%, co daje 3572,3 w przybliżeniu.

- piłaś?

- tak. z czego załóżmy 7% to lesbijki.

- sporo.

- jestem optymistką. 7%, czyli zostaje 3322,2, z czego załóżmy ile procent jest totalnie nie do puknięcia?

- 92 i trzy czwarte.

- aha. czyli załóżmy, że 50% jest totalnie nie w Twoim guście, czyli zostaje 1661,2 kobiety. cholera, dużo, ciągle za dużo.

- a co w zasadzie znaczy to 0,2?

- psa. chociaż nie, pies to by było 0,8. chomika.

- aha. a co liczymy?

- liczymy jakie szanse ma Marley na poznanie kobiety wspanialszej ode mnie.

- aha. a czemu tak wolno liczymy?

- bo Maniakalny do mnie pisze i mnie rozprasza i mi światełko w kalkulatorze gaśnie.

 

02:18, na_imie_mam , pielęgnowanie cynizmu
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
następne
Archiwum
Marzec 2008
Kwiecień 2008
Maj 2008
Czerwiec 2008
Lipiec 2008
Sierpień 2008
Wrzesień 2008
Październik 2008
Listopad 2008
Grudzień 2008
Styczeń 2009
Luty 2009
Marzec 2009
Kwiecień 2009
Maj 2009
Czerwiec 2009
Sierpień 2009
Wrzesień 2009
Październik 2009
Grudzień 2009
Czerwiec 2010
Ostatnie wpisy
  • najgorsze
  • myślę o śmierci zanim zasnę
  • powiedz mi, że się boisz
  • nie lubię świata bez Marleya
  • zatwardzenie mariano
  • wycisz
  • exclusiv
  • i just don't know what to do ...
  • co mnie tu trzyma poza ...
  • sezon na spie*dalaj
Zakładki:
Inni
Panna niecierpliwa
Piksele
Szablon
Szablony sophyi
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog